Czasami chcę rzucić to wszystko i pozostawić Atlantydę na barkach zupełnie innej osoby, jednak jeszcze nigdy nie opuściłam ośrodka na dłużej niż tydzień. Za bardzo to kocham, mimo że przez to nie mam życia towarzyskiego i prywatnego. Wszystko kręci się wokół ośrodka. Według Natalki Atlantyda jest dla mnie jak dziecko. Zawsze muszę jej pilnować i planować każde działanie. Ma rację. Dla całego ośrodka poświęciłam większość życia. Mam być szczera? Czasami tego żałuję.
***
Otworzyłyśmy drzwi od głównego budynku ośrodka, znajdującego się obok stajni, używanej w chłodne dni. Podeszłam do tablicy, na której wypisane były zadania. Odznaczyłam wykonane czynności i przestudiowałam resztę poleceń. Treningi, obiad, kolacja, pomalowanie płotu ujeżdżalni. Dużo roboty i tylko 12 godzin.
- Może najpierw zrobimy śniadanie? - zaproponowała Natalka. Dziewczyna stała oparta plecami o ścianę ze zdjęciami. - Mogę się założyć, że nikt nic nie jadł. No, oprócz mnie. - na jej ustach zagościł uśmiech.
- A myślałaś, że obstawiałam inaczej, głodomorze? - spytałam przyglądając się dziewczynie.
- Nie jestem głodomorem! - wykrzyknęła.
Podeszłam w jej stronę i zniszczyłam i tak już niestarannie wyglądającą fryzurę. Złapałam ją pod ramię i pociągnęłam do domu.
- Za 15 minut śniadanie! - wykrzyknęłam na całe gardło.
Z każdej strony doszły mnie okrzyki radości. Według naszej tradycji jemy razem 5 posiłków, które czasami zamawiamy. Nie zdejmując butów z nóg, złapałam za drzwiczki od lodówki. Nie było w niej nic ciekawego. Zrezygnowana, zdecydowałam się na zadzwonienie do pobliskiej knajpki i zamówienie naleśników. Z serem, dżemem truskawkowym, jabłkami i sokiem klonowym. Ledwo zapłaciłam za jedzenie, a do jadalni wpadła wesoła zgraja. Chłopacy zanim zasiedli za stołem, ucałowali w policzek mnie i Natalię, ustawiając szklanki do soku.
- Kawa, herbata czy sok? - spytałam stając w progu.
Policzyłam wszystkie głosy. Nikt nie chciał ciepłych napojów, dlatego złapałam za dzbanki z sokiem pomarańczowym, które postawiłam na stole.
***
Jedzenie zniknęło w zastraszającym tempie. Nim się obejrzałam, talerze opustoszały, w dzbankach nie zostało ani kropli napoju, a Korek i Belka, psy z dzieciństwa Natalki i mojego, wylizały z podłogi wszystkie ślady wojny na jedzenie, która wybuchła w połowie posiłku. Przyglądając się roześmianej grupie, skupionej na rozmowie, uśmiechnęłam się.
- O czym tak sobie myślisz? - głos Justina wyrwał mnie z mojej małej krainy zamyślenia.
- O tym jakie mam szczęście, mogąc mieć do czynienia z takimi ludźmi jak wy. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
Chłopak przyglądał mi się jeszcze przez chwilę, nim złapał mnie za bluzkę i podniósł do góry.
- Kto chce wiedzieć o czym myśli Ola? - zapytał wszystkich dookoła.
- O tym ile jeszcze będzie musiała zapłacić za Natalki jedzenie? - strzelała Liss. Jej uwaga wywołała uśmiech u każdego.
- Nie. - stwierdził Justin.
- O tym jaki jestem seksowny! - wykrzyknął Ben. Nie dałam radę powstrzymać się od śmiechu. Ben i jego uwagi. Za to właśnie kochałam całą tę gromadę, mimo, że czasem narzekam.
***
- Jak ja nienawidzę zmywania! - głos Natki docierał do mnie z kuchni. Nie była zadowolona z podziału obowiązków. Podczas gdy dziewczyny malowały płot, a chłopacy dzielili paszę na następne posiłki, my sprzątałyśmy po śniadaniu. Specjalnie szybko zaklepałam sprzątanie stołu i wyrzucenie śmieci. Nie lubię zmywać naczyń ani innych prac w kuchni. Wycierając ostatnie brudy ze stołu, złapałam worek na śmieci i zawiązałam go.
- Lecę wynieść śmieci! - poinformowałam przyjaciółkę. Zanim zdążyła odpowiedzieć, już znajdowałam się za drzwiami, napawając się ciepłem promieni słonecznych. Zadowolona ruszyłam szybkim krokiem w kierunku śmietnika, stojącego po mojej prawej stronie. Niebieski kosz idealnie pasował do białej fasady domu. Umieszczając worek w pojemniku, spojrzałam na łąki. Na ich trawach wybudowałyśmy budy dla psów. A raczej średniej wielkości budynek, w którym każdy z psiaków miał swoje miejsce. Trzask zatrzaskanych drzwi wybudził mnie z zamyśleń. Skierowałam wzrok w kierunku z którego dochodził dźwięk. To Natalia stała na środku werandy, trzymając w ręce moje rękawiczki. Podeszłam do niej od tyłu i położyłam ręce na ramionach. Wystraszona dziewczyna podskoczyła do góry.
Skoro tak kocha Atlantydę to czemu napisałaś, że czasami chce "rzucić to wszystko"?
OdpowiedzUsuńNapisalam, z czasami chce to rzucic, poniewaz prowadzenie osrodka jakim jest Atlantyda to wielkie wyzwanie. Na poczatku zostalo wspomniane, ze nie ma zycia towarzyskiego, bo posiada obowiazki, ktorych nie moze odlozyc na pozniej. Osobiscie (Ola jest mna z przyszlisci) czasami mialabym dosc.
Usuń