Obudził mnie ciepły oddech na moim policzku. Nagle orzeźwiona otworzyłam oczy. Światło promieni słońca oślepiło mnie. Pozwalając oczom przyzwyczaić się do nagłego blasku, usiadłam. Po chwili już spokojnie mogłam ocenić, gdzie jestem. Siedziałam na snobie siana, naprzeciw białej ściany paszarni. Obok mnie stał kary kuc, Angel. Jego uniesiony wysoko łeb, skierowany był w moim kierunku. Przez chwilkę przyglądałam się zwierzęciu, aby w następnej sekundzie zauważyć niezwykły bałagan panujący w pomieszczeniu. Worki z paszą walały się rozszarpane po podłodze, a końskie smakołyki wysypane na stoliku. Szok, który wstąpił we mnie po przestudiowaniu sytuacji, powoli zaczął się zmieniać w śmiech. Zgięłam się w pół i pozwoliłam łzom rozbawienia spłynąć po skórze moich policzków. Wybuch śmiechu wywołał niezbyt przyjemny ból brzucha, dlatego z każdą sekundą starałam się uspokoić. Z coraz lepszym skutkiem. Po odzyskaniu swojej zwykłej miny, złapałam kuca za kantar i poprowadziłam w kierunku jego boksu. Otwierając drzwi paszarni, uważnie obserwowałam otoczenie. Po pozycji słońca, wywnioskowałam, że jest około 6, co oznaczało pobudkę Natalki. Natalka, Natalia, Natka, Nati, Natiś. Moja najlepsza przyjaciółka i współwłaścicielka Atlantydy, nigdy nie lubiła wczesnych pobudek, psuły jej humor. Jednak kto powiedział, że spełnianie życzeń nie wymaga poświęceń?
___________________________________________________________________________________
Ta notka była skazana na taką długość. Niestety. Następny rozdział tego wymagał.
Oj Ola, Ola. Tyle się nacierpiałam czekając a Ty mi tu fundujesz taki krótki rozdzialik? Mam nadzieję, że jutro w ramach rekompensaty pojawi się tutaj dłuuugaśny rozdział. Albo 10 rozdziałów :D.
OdpowiedzUsuńTak swoją drogą jestem ciekawa Twojego sposobu na obudzenie mnie o godzinie 6 rano :D.
Twoje zamówienie zostało opublikowane
OdpowiedzUsuńdzięki :)
Usuń